I co jeszcze? Dzieci. To było piękne na pielgrzymce, że nawet kiedy nie
miałam siły, nie chciało mi się wchodząc do jakiegokolwiek miasta witały
nas dzieciaki. Ich uśmiech i radość wywoływały mój uśmiech. Wczorajszy
dzień to też spotkania z dziećmi: Marysia, Gerard, dzieci Marka...
Patrzę na nie i myślę kiedy ja będę matką...? Aż mi się łezka w oku...
Panie Boże, czy kiedykolwiek będę je miała? O to samo pytałam wczoraj
Matkę Bożą... Dlaczego ich pragnienie jest tak wielkie? Nie rozumiem tego... Kocham je!
Parę obrazków (demotywatorów) apropo dzieci i rodziny ;)
Ja też uwielbiam dzieci i też marzą mi się moje własne :)
OdpowiedzUsuńJa, będąc w zeszłym roku na pielgrzymce podziwiałam dzieci, które szły na Jasną Górę na własnych nogach!
Tak, bardzo cieszę się tym, że mi dane jest przeżywać teraz ten cudowny stan błogosławiony. Chwała Panu! :)
OdpowiedzUsuń